Crete: Day 1-2

Podróż do Grecji była dla mnie niebywałą okazją, bo za bilety samolotowe zapłaciłam niewiele, a nocleg miałam za darmo. Wszystko dzięki siostrze mojej koleżanki, która studiuje w Heraklionie w programie Erasmusa i zgodziła się przyjąć nas do siebie na tydzień.
Nie wiem dlaczego ludzie narzekają na Ryanaira. Żadna niemiła sytuacja z bagażem podręcznym mnie nie spotkała (choć panikowałam, bo był odrobinę za duży), a same miejsca w samolocie były całkiem wygodne jak na tanie linie. Był to mój pierwszy lot samolotem, więc doświadczenia dużego nie mam, ale Ryanair jest u mnie na razie na plusie.
Na lotnisko w Chanii dotarłyśmy około 21, choć na siostrę Meg musiałyśmy czekać jeszcze dobrą godzinę. Przyjechała z dwoma chłopakami, Bułgarem i Francuzem, którzy mieli nam towarzyszyć przez te pierwsze trzy dni, które spędziliśmy jeżdżąc po przeróżnych zakątkach środkowo-zachodniej Krety. I udało nam się zobaczyć naprawdę dużo! Za wynajem samochodu poza sezonem na dwa dni zapłaciliśmy 40 euro + paliwo

The trip to Greece was an incredible opportunity for me, because flight tickets was quite cheap and accommodation I had for free. All thanks to the sister of my friend, who is studying in Heraklion Erasmus program and agreed to take us for a week.
I don't know why people complain on Ryanair. I haven't had any unpleasant situation with my hand baggage (although I  panic, because it was a tad too big) and seats in the plane was quite comfortable for a cheap airlines. It was my first plane flight, so I don't have much experience, but I like Ryanair so far. 
We reached the airport in Chania at 9pm. but we had to wait for Meg's sister for about an hour.She came with two boys, a Bulgarian and a Frenchman, who had accompanied us through these first three days we spent driving around the various parts of the central-western Crete. And we managed to see really a lot! For car rental for two days, off season, we paid 40 euro+fuel.
Tea at the airport
Pierwszego dnia tak naprawdę nie było, bo o godzinie 23 jedyne co mogliśmy zrobić to poszukać miejsca na nocleg. Nie spodziewałam się, że będę spała w namiocie (i to pierwszy raz!), więc nie miałam ze sobą zbyt ciepłych ubrań, a mój śpiwór można określić tylko jako zbyt cienki. Plan był taki, żeby zanocować na plaży, gdzie mieliśmy się spotkać z czterema innymi dziewczynami, które zdążyłam poznać na lotnisku, a które najpierw chciały posiedzieć w jakiejś knajpce w mieście. Niestety, dość szybko zgubiliśmy drogę na naszą plażę (drogi na Krecie są słabo oznakowane, a brak światła też zrobił swoje) i o imprezie w większym gronie mogliśmy zapomnieć.
W związku z tym zatrzymaliśmy się na jakiejś niewielkiej plaży, szybko rozłożyłyśmy namiot i we trzy wpakowałyśmy się do uroczej jednoosobówki. Nie będzie w tym przesady jeśli napiszę, że całą noc nie zmrużyłam oka. To była najgorsza noc na świecie. Trzęsłam się z zimna i leżałam na jakiś ogromnych kamieniach, które skutecznie uniemożliwiały mi wygodne ułożenie się. W dodatku w pobliżu pełno było kotów, które od czasu do czasu rzucały się na namiot. Na szczęście bezsenną noc wynagrodził mi piękny wschód słońca.

The only thing we could do at 11pm. was looking for a place to stay. I didn't expect that I will be sleeping in a tent (for the first time!), so I didn't have many warm clothes with me and my sleeping bag can only be described as too thin. The plan was to spend the night on the beach, where we supposed to meet with four other girls that I had a chance to meet at the airport, which at first wanted to hang out in some pub in the city. Unfortunately, we lost our way on the beach fairly quickly  (roads in Crete are poorly marked and the lack of light also has taken its toll) and we could forget about party in larger group. 
Therefore, we stopped on some other small beach, quickly put up a single tent and we enter to it. There will be no exaggeration if I write that whole night I did not sleep. It was the worst night ever. I was shaking from the cold and lay on some huge rocks, which effectively prevented me from comfortable lie down. In addition, nearby was full of cats that from time to time was attacking the tent. Fortunately, beautiful sunrise rewarded me that sleepless night. 

Kolejnym przystankiem była śliczna, niewielka i mało popularna plaża Stefanou Beach. Kawałek trzeba było pokonać pieszo, ale ja wprost uwielbiam te skaliste, strome zejścia, więc dla mnie było w tym dużo frajdy. Miejsce rzeczywiście było oszałamiające i po raz setny żałuję, że zdjęcia nie oddają tego piękna (były robione telefonem, więc czego ja oczekuję).

The next stop was a lovely, small and not very popular beach Stefanou Beach. A little way had to be covered on foot, but I just love these rocky, steep descent, so for me it was this much fun. The place was really stunning and for the hundredth time, I regret that the pictures do not reflect that beauty (they were made by phone, so what I expect).
Yeah, I look like 5-year old here.-.-

Następnie udaliśmy się na Elafonisi - lagunę z różowawym piaskiem.
"Z różowym kolorem piasku na wyspie wiąże się legenda, według której w Wielką Sobotę 24 kwietnia 1824 roku oddziały tureckie pod wodzą Ibrahima brutalnie wymordowały szukających tu schronienia 600 kobiet i dzieci – plaża spłynęła krwią i od tego czasu niegdyś zwykły piasek ma kolor różowy" - Wikipedia

Plaża była przepiękna, woda przejrzysta i ciepła jak na tę porę roku, jedynym minusem był silny wiatr, przez który znowu zaczęłam zamarzać. Mimo to położyłam się na plaży w krótkich spodenkach, ciało od pasa w górę przykryłam kurtką (wiatr=zimno) i zwyczajnie sobie zasnęłam. Obudziłam się godzinę później nie przeczuwając jeszcze, że tył moich nóg zmieni wkrótce kolor na wściekłą czerwień, a skóra zacznie mi schodzić płatami. Później okazało się, że chłopaki znaleźli miejsce, w którym nie jest aż tak wietrznie, więc przenieśliśmy się tam i kontynuowaliśmy opalanie. Tym razem położyłam się twarzą do słońca znowu zapominając o olejku do opalania (całe życie chodzę biała jak ściana, bo słońce zwyczajnie mnie nie łapie, ale na Elafonisi słońce było inne, bardzo złośliwe) i skończyłam z czerwonym czołem i nosem. Jak pięknie!

Then we went to Elafonisi - lagoon with pinkish sand. The beach was beautiful, the water was clear and warm for this time of year, the only downside was a strong wind because of which I began to freeze again. Despite this, I lay on the beach in shorts, the body from the waist up I covered with jacket (wind = cold) and simply fell asleep. I woke up an hour later, not even suspecting that the back of my legs will soon change colour on intense red. Later it turned out that the guys found a place where it is not so windy, so we moved there and continued sunbathing. This time I lay on my back, exposing my face to the sun, again forgetting about sun lotion (whole my life I am white, because sun simply doesn't catch me, but on Elafonsi the sun was different, very malignant!), so I ended with red forehead and nose. How lovely! 

Po Elafonisi ruszyliśmy na poszukiwania plaży, na której są jaskinie będące rzekomo dobrym miejscem na nocleg. Na miejscu okazało się, że jacyś bezdomni urządzili tam sobie legowisko, więc musieliśmy zrezygnować i poszukać czegoś innego. Idealnym miejscem okazała się szklarnia, za którą postawiliśmy samochód, w którym spali chłopcy i rozbiłyśmy nasz super-namiot z supermarketu, który tego dnia zakończył swój żywot. 
Zanim poszliśmy spać, wstąpiliśmy do tawerny mieszczącej się w pobliżu. Nie było tam żadnych turystów, sami miejscowi. Wychodzę z założenia, że poza sezonem Grecja jest cudowna. Zamówiłam sałatkę kreteńską, a właściciel poczęstował nas winem. Do tego mogłam przyglądać się zachowaniom Greków, którzy przy kolacji byli naprawę głośni i rozgadani. Strasznie fajny panował tam klimat - gracka muzyka, smaczne jedzenie, śmiech i rozmowy miejscowych...:)
Druga noc w namiocie była już znacznie przyjemniejsza, choć dopadł mnie potworny ból gardła i głowy. Gdyby nie leki, które Meg zabrała z Polski prawdopodobnie wylądowałabym u lekarza. W każdym razie nareszcie udało mi się wyspać. 

After Elafonisi we went in search of the beach, where there are caves that are supposedly good place to stay at night. On spot we found that some homeless people arranged there encampment, so we had to give up and look for something else. An ideal place turned out to be a greenhouse behind which we set a car, in which boys were sleeping. Then we put up our super-tent from supermarket which ended his life this day. 
Before we went to sleep, we went up to the tavern located nearby. There were no tourists, the locals themselves. I think that the off-season Greece is wonderful. I ordered a Cretan salad and the owner treated us with wine. In addition I could watch the behavior of the Greeks, who at the dinner were really loud and talkative. Incredibly nice atmosphere prevailed there - greek music, delicious food, laughter and conversation of locals ... :)
The second night in the tent was much more pleasant, although I caught a terrible sore throat and headache. Luckily, Meg brought medicines from Poland, so I didn't had to go to the doctor. Anyway, finally I managed to get some sleep.
Tavern

to be continued...:)

Back home.


Back home.
Wróciłam do domu dzisiaj w nocy. Stęskniłam się za swoim pokojem, swoim łóżkiem, rodziną i tą swojskością, której brak po całym tygodniu w obcym miejscu zdołałam już odczuć. Mimo wszystko wyjazd na Kretę był jak do tej pory najlepszym w moim życiu. Na ten moment napiszę tylko, że udało mi się zobaczyć wiele pięknych miejsc, poznać świetnych ludzi, spróbować nowych rzeczy i napełnić się niesamowicie pozytywną energią. Szykuję się do pisania relacji z podróży, podrzucam Wam swojego instagrama i przede wszystkim ŻYCZĘ WESOŁYCH ŚWIĄT :)  

I came home tonight. I missed my room, my bed, my family and this whole homeliness. In spite of all, trip to Crete was the best in my life so far. For now, I will just write that I was able to see many wonderful places, meet great people, try new things and fill myself with incredibly positive energy. I am preparing to write report from my trip. Here is my instagram. Happy Easter!
Good to be home^^

"Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli"


"Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli"
Wypad na kawę z Magdą
Niedawno Venila ze zdziwieniem odkryła, że zaczyna lubić ludzi. Uśmiechałam się szeroko czytając jej tekst, bo u mnie dzieje się dokładnie to samo. Nie żebym wcześniej była jakimś odludkiem co to mówi tylko, gdy go zmuszą, ale nie garnęłam się specjalnie do towarzystwa. Miałam tych kilka osób, które mi wystarczały i nie szukałam nikogo innego. Zwłaszcza, że od zawsze byłam dość nieśmiałym typem, którego przerażały duże grupy obcych ludzi.
Ale coś się zmieniło. DUŻO SIĘ ZMIENIŁO. W ostatniej notce pisałam o tym jak udało mi się wyjść poza swoją strefę komfortu i przeżyć wspaniałą przygodę z cudownymi ludźmi. Well, ci ludzie nie rozpłynęli się w powietrzu po zakończeniu spektaklu. Wciąż mamy kontakt i mogę śmiało powiedzieć, że zyskałam znacznie więcej niż tylko nowych znajomych na facebooku. I ja chyba też zaczynam lubić ludzi! Bo od tej pory znacznie lepiej czuję się w towarzystwie i nie mam absolutnie nic przeciwko poznawaniu nowych osób. Sama się sobie dziwię, ale też dobrze mi z tym, że moja pewność siebie tak skoczyła w górę. A wiecie co działa na innych najlepiej? Uśmiech. Taki zwykły, szczery uśmiech. Dobra, zaczynam sypać takimi banałami, że chyba lepiej przejdę do następnej kwestii:)
 ------------------------------------
Muszę się Wam pochwalić, że w następny piątek czeka mnie pierwszy prawdziwy duży wyjazd. Taki wiecie, bez rodziców, bez opiekunów, bez narzuconego planu dnia... Ach! Wybieram się z koleżanką... na Kretę! Przenocuje nas jej siostra, która aktualnie tam studiuje, a reszta zależy od nas:) Przed wyjazdem pewnie wrzucę jeszcze jakiś wpis, a po powrocie zamieszczę relację, więc dziś tylko takie luźne nawiązanie.
 -------------------------------------
Na weekend zaplanowałam sobie nadrabianie zaległości w szkole (ekscytująco!), których narobiłam sobie przez wyjazdy i występy teatralne (brzmi dumnie, a to tylko zwykłe kółko). Kolejne zaległości już czekają w kolejce (bo przecież przez Kretę opuszczę cztery dni lekcji), więc naprawdę muszę spiąć poślady. Nie zepsuję sobie swoich pięknych ocen, o nie!