Krótki wypad do Krakowa


Dzień dobry! Wczoraj pożegnałam się z Krakowem i zakończyłam krótki okres błogiego lenistwa przejawiającego się głównie w przesiadywaniu w kawiarniach i spacerowaniu po mieście. Wyjazd będę wspominać bardzo miło, choć nie udało mi się zobaczyć wielu miejsc, które chodziły mi po głowie. Nic straconego – do Krakowa na pewno jeszcze kiedyś zawitam. O tej porze roku miasto rozbrzmiewa różnymi językami ze wszystkich stron świata i to także bardzo mi się podobało. Nie wiem jak na turystów reagują miejscowi, ale mnie ich obecność tylko cieszyła. A teraz zdjęcia, enjoy!

Atlantis Hostel
Zamieszkałyśmy z Magdą w hostelu w pobliżu centrum miasta. Lokalizacja idealna, bo wszędzie miałyśmy blisko. Do tego obsługa przemiła i bardzo pomocna, pokoje zadbane i przytulne, a wspólne łazienki czyste i duże. Polecam!

Cały pokój wspólny i kuchnia były obklejone karteczkami z krótkimi notkami od gości hostelu. Urocze!
La Petite France
Mała restauracja znajdująca się na ulicy św. Tomasza to kawałek Francji w środku Krakowa. Ładny, oszczędny wystrój, ciekawe menu, możliwość zakupu francuskich produktów (przetwory, sery, wina) to tylko kilka zalet tego miejsca. A ich lemoniada i doskonały croissant podbiły moje serce. 



Frankie’s
Do tej cudownej knajpki warto wpaść na zdrową przekąskę lub nawet obiad, bo ich sałatki są naprawdę sycące (a do tego tanie). Mają tutaj przepyszne soki i smoothies w fajnych kombinacjach smakowych, a także kanapki i wspomniane wcześniej sałatki. Obsługa jest przesympatyczna, muzyka rozluźniająca, a fotele wygodne. Mój faworyt!




Moaburger
Coś dla bardzo głodnych. Ich burgery są wielkie i mega sycące. My nie dałyśmy rady zjeść całych w lokalu i trzeba je było zabrać do domu na wynos. Miejscówka popularna, więc może być problem z wolnymi miejscami, ale warto poczekać.

Castor Coffee Club
Kawiarnia na krakowskim rynku, do której dwa razy wpadłyśmy na kawę. Mają bogatą ofertę, a widok na centrum uprzyjemnia picie pysznej kawy.


B4, Bracka 4
Miejsce, w którym spędziłyśmy długie godziny. Można iść jak do klubu albo jak do kawiarni, bo B4 oferuje dużo możliwości. Na dole ogródki, na górze sala taneczna i klimatyczna, intymna przestrzeń ze stolikami. Moje ulubione miejsce to siedzisko z poduszkami na parapecie. Mogłabym tak cały dzień;) Menu też mają dość tanie – zdecydowanie warto.


Miasto
Na zakończenie kilka zdjęć pięknego miasta. Kraków – tu warto bywać:)










Detoks!

Od kilku dni robię porządki w swoim organizmie. W czwartek zaczęłam detoks, który oficjalnie kończy się dzisiaj, w niedzielę. Naprawdę tego potrzebowałam i każdego będę przekonywać do robienia takich małych czystek raz na jakiś czas. Ale po kolei - jak to się wszystko zaczęło:
Od środy 2 lipca do niedzieli 6 lipca przebywałam w Koninie na IX Przystanku PaT. Co to jest PaT już wiecie, pisałam o tym np. tutaj. Przystanek był wydarzeniem pełnym niesamowitej energii, obfitującym w taniec, śpiew, teatr, przeróżne warsztaty i inne ciekawe atrakcje. Ogółem, było cudownie, jednakże nie do końca zdrowo. Zakończenie programu każdego dnia miało miejsce około 3 nad ranem, a wstać trzeba było naprawdę wcześnie żeby dopchać się do łazienki i zjeść jakieś śniadanie, więc na sen zbyt dużo czasu nie pozostało. Do tego doszło jedzenie. Nie wykupiłam pakietu, więc trzeba było sobie organizować posiłki na własną rękę. W efekcie obiady jadłam w popularnej restauracji McDonald's albo w pizzeriach, na śniadanie delektowałam się pączkami i croissantami z Lidl'a popijając wszystko podejrzanym zielonym sokiem, raczyłam się także kawą z automatu i red bullami. Nic dziwnego, że zaczęłam czuć się ze sobą zwyczajnie źle. Zmęczenie (pomimo pochłoniętych napojów energetycznych), ból głowy, zły stan cery, ociężałość. Po powrocie do domu postanowiłam coś z tym wszystkim zrobić i nie katować się nigdy więcej tak niezdrową dietą.

Co to jest detoks?
Najprościej można powiedzieć, że jest to odtruwanie organizmu, usuwanie z niego toksyn. Polega na stosowaniu kilkudniowej diety wspomaganej wysiłkiem fizycznym, relaksem i ćwiczeniami oddechowymi. Wszystko to ma na celu poprawę pracy naszego organizmu i polepszenie wyglądu. Niezdrowe odżywianie, stres, pośpiech, niedobór snu - to wszystko ma na nas ogromnie negatywny wpływ, dlatego przeprowadzanie takiego detoksu raz na jakiś czas jest bardzo ważne.

Jest wiele opinii na temat tego jak należy się do detoksu zabrać. Poczytałam trochę i ostatecznie zdecydowałam, że sama ułożę sobie odpowiednią dietę, bazując na tym, czego dowiedziałam się z różnych portali.

1. Właściwy detoks należy poprzedzić trzydniowym okresem przygotowawczym, w czasie którego trzeba wykluczyć z diety m.in. cukier, alkohol, kofeinę, mleko, białą mąkę, czerwone mięso czy jajka. Oczywiście przez cały ten czas należy też pamiętać o sporcie, wysypianiu się, ćwiczeniach oddechowych, jodze czy medytacji. Także umysł ma się zregenerować:)
Tylko zdrowe kanapeczki
2. Pierwszego dnia detoksu jadłam tylko kaszę jaglaną. Przyznam szczerze, że był to chyba najgorszy etap, bo jaglanka średnio mi smakowała, zwłaszcza, że poza nią nie jadłam nic innego. 

3. Drugi dzień to same warzywa i owoce.

4. Trzeci dzień zleciał na płynach – sokach i smoothies warzywno-owocowych oraz lekkiej zupie.



5. Dzisiaj powoli wracam już do normalnej diety. Aby podtrzymać efekty detoksu powinno się jeszcze przez trzy dni odżywiać tak jak w okresie przygotowawczym, ale już jutro wyjeżdżam do Krakowa, więc z moich totalnie zdrowych posiłków nici – nie wyobrażam sobie nie napić się tam kawy:)

A efekty? Po sobie widzę poprawę stanu mojej cery, która zyskała blask, jakiego dawno u siebie nie widziałam. Energii też mi przez cały ten czas nie brakowało, wręcz przeciwnie. Czuję się świetnie, no po prostu:) 

Sport tak bardzo w modzie!

Jak modnie jest teraz uprawiać jakiś sport! Poradniki "jak zacząć biegać" na blogach, sportowe kolekcje w popularnych sieciówkach, profesjonalne gażdżety i radosne wpisy o tym jak cudownie jest być aktywnym. Nawet mnie to już nie razi tak bardzo jak na początku, kiedy nastał pierwszy zmasowany atak tych świeżych sportowców. Wręcz przeciwnie - dawno moda nie niosła tak pozytywnych następstw (o ile aktywny lajfstajl to nie tylko pic na wodę i zdjęcia najek na instagramie). Fajnie mi się ogląda zdjęcia na tumblrze, gdzie dziewczęta w kolorowych spodenkach dzierżą w dłoni butelkę wody zamiast coli. To jest spoko. Zdrowy styl życia jest spoko. 

A ja, taka niemodna, nie mogę się zmusić do biegania. Coś co jest ostatnio tak bardzo na czasie odpycha mnie od siebie nadzwyczaj mocno. I to nie to, że się boję, że się spocę i nie daj bug ktoś mnie tak zobaczy. Ćwiczyłam przecież na siłowni i pod pachami miałam małe jeziora. Mam wszystko czego mi trzeba - elegancki dresik, neonowa koszulka, sportowe buciki w ślicznym kolorze, playlista do biegania, I NIC! Żaden sport nie jest mi tak obcy jak bieganie. Próbowałam, ale za nic go nie polubię.

Zastanawiają mnie ludzie, którzy twierdzą, że sport nie jest dla nich. Nie jakaś określona dyscyplina tylko ogólnie, sport. Nie wyobrażam sobie życia (pisałam już, że zdrowy lajfstalj jest super?) bez aktywności fizycznej. Ja nie lubię biegania, za to kocham taniec i jogę. Dwie dziedziny, które jak chyba żadne inne, pozwalają docenić piękno ludzkiego ciała. Każdy znajdzie dyscyplinę dla siebie, trzeba tylko przymierzyć się do kilku i nie ustawać w poszukiwaniach. No, chyba że ktoś jednak woli paczkę chipsów i mięciusią kanapę. Cieszę się tą nową modą i mam nadzieję, że coraz więcej osób da się w nią wciągnąć. Zabrzmię jak zdarta płyta, ale sport jest bardzo ważny. Amen.
                                                         zdjęcia z weheartit


***A teraz krótkie ogłoszenie. Od poniedziałku do czwartku przebywam z koleżanką w Krakowie i baaardzo chętnie spotkam się z kimś z Was jeśli tylko będziecie mieć ochotę na nasze towarzystwo :D Czy to dzień czy bardziej noc (na zwiedzaniu muzeów nie poprzestaniemy), jestem otwarta na propozycje. Piszcie w komentarzach jeśli macie ochotę się spotkać :) ***