New for Fall-Winter

Pamiętam, że w moim mieście była organizowana taka akcja - napisz list do siebie z przyszłości. Listy zostały zamknięte w kapsule czasu, aby przeczekać tam trzydzieści lat, a po tym okresie mają zostać wysłane z powrotem do właścicieli. Fajnie, co? Też tak pomyślałam i napisałam do czterdziestoparoletniej siebie wyczerpującą notatkę, w której przypominam co powinnam do tego czasu osiągnąć. Nie pamiętam już dokładnie co zawarłam w tym liście, nigdy zresztą nie zdecydowałam się go zamknąć w kapsule, ale mam go nadal w zaklejonej kopercie na dnie pudełka. I wiem na pewno, że jednym z punktów było wyrażenie nadziei, że dorobiłam się pokaźnej garderoby na miarę Carrie Bradshaw.

Dwa lata później moje cele są zgoła inne. Nie marzę już o oddzielnym pokoju na niezliczone ubrania i dodatki, tylko o niewielkiej, funkcjonalnej i perfekcyjnej garderobie. Takiej, która nie ma setek rzeczy robionych przez dzieci z Bangladeszu czy ich matki pracujące za marne grosze. Takiej, która będzie zawierała elementy na tyle dobrej jakości, by mogły służyć mi przez długie lata. Takiej, której każdy element będzie leżał na mnie perfekcyjnie, a noszenie go będzie przyjemnością.
Od marzeń do rzeczywistości daleka droga, ale już jakiś czas temu zrobiłam pierwszy krok - podjęłam decyzję o drastycznym zmniejszeniu ilości nabywanych ubrań. Na sezon jesień-zima ustaliłam limit - tylko pięć elementów. Jak się okazało, po przeczytaniu raportu cleanclothes i kilku innych artykułów o podobnej tematyce, nawet nie chciało mi się szczególnie biegać po sieciówkach.


Ale ostatecznie znalazłam swoje pięć elementów, o których pisałam już tutaj. Zdecydowałam się na spójną, jesienną kolorystykę i muszę przyznać, że ze swoich jesienno-zimowych zakupów jestem bardzo zadowolona. Kolejne planuję dopiero za kilka miesięcy, więc na razie sklepy omijam szerokim łukiem:)

Nie muszę być lubiana przez wszystkich.


Taka sytuacja: Idę korytarzem szkolnym i nagle ją zauważam. Boże, gdzie uciekać? Znikąd ratunku. Ona już rozkłada ręce i generuje fałszywy uśmiech numer 15. Kiedyś błyskawicznie przyjęłabym sympatyczny wyraz twarzy i znosiła jej głośny rechot i apodyktyczną osobowość. Teraz kiedy ją widzę wyglądam na wkurwioną albo niechętną, czyli dokładnie tak jak się czuję. Ona już nie próbuje się przy mnie zatrzymywać, ani mnie przytulać. Mało tego - dwa razy się zastanowi zanim spróbuje mi coś narzucić, bo w chwili obecnej coraz mniej problemów nastręcza mi sprzeciwianie się innym ludziom. Normalnie trenuję.
Inny przykład: Kiedyś bardzo starałabym się utrzymywać dobry kontakt ze wszystkimi. Nawet z tymi, którzy prezentują swoje poglądy w sposób chamski i wulgarny, bo przecież tak poza tym to ludzie całkiem zabawni i lubiani. Nawet jeśli psują mi wieczór ciągłym gadaniem i rzucaniem niedojrzałych, idiotycznych tekstów, bo nie potrafią przez chwilę skupić się na muzyce orkiestry. Nawet jeśli ich zachowanie schodzi poniżej poziomu, a ja sama się czerwienię widząc co wyprawiają. I próbowałabym sztucznie podtrzymywać rozmowę, i rozpływałabym się w uśmiechach, i miałabym czas na to, żeby popisać na fejsie o niczym. A teraz nie mam. Ani czasu, ani ochoty, ani cierpliwości.

Takie sytuacje można by mnożyć, a wniosek jest jeden: mam mniej znajomych, za to nie skupiam się na ludziach, którzy nie mają dla mnie znaczenia. I nie zrozumcie mnie źle, nie odpycham nikogo, kto nic mi nie zrobił. Ja po prostu więcej czasu poświęcam sobie i swoim najbliższym zamiast tracić czas na tych, którym tak naprawdę nie mam nic do powiedzenia.

Na Wynos #4

Dzisiejsze Na Wynos przyjmie formę małego podsumowania października, bo więcej tu będzie zdjęć i opisów z minionego miesiąca niż rekomendacji filmowych i literackich. Ale na ciekawe linki w zakończeniu jak zwykle możecie liczyć :)

MUZYKA
Tylko jedna osóbka – Mela Koteluk. Ona jest taka jesienna, że mogłabym jej słuchać cały czas. Po kolei lecę z każdą piosenką i każda kojarzy mi się z obecną porą roku. Nawet ten fatalny teledysk mogę jej wybaczyć, bo w październiku Mela była bezkonkurencyjna.


KSIĄŻKI
Zaczął się ten nieszczęsny czas, w którym czytanie dla przyjemności staje się abstrakcją. Ledwo wyrabiam z lekturami, więc na inne książki mam bardzo mało czasu. Na szczęście udało mi się przeczytać „Grę o tron” i oczywiście zachwyciłam się pierwszym tomem na tyle, że kolejne to już tylko kwestia, ekhm… czasu. W każdym razie WARTO. Nie jaram się fantastyką, ciężko mi znaleźć taką lekturę, przy której nie będę się nudzić, ale Gra o Tron bardzo mnie wciągnęła.


FILMY
Tutaj miałam trochę więcej szczęścia, bo w ostatnim czasie udało mi się obejrzeć kilka dobrych produkcji. Szczególnie polecam film z Ryan’em Goslingiem i Michelle Williams Blue Valentine. Świetny obraz rozpadu małżeństwa i prób ratowania resztek tego, co zaczęło się w piękny sposób. To nie tylko dobra historia, ale też doskonała kreacja aktorska – Ryan i Michelle wypadli genialnie. 

A u mnie…
1 - W październiku pogoda była świetna. Tych kilka dni, kiedy padało traci znaczenie w obliczu złotej polskiej jesieni, którą cieszyłam się przez większość czasu. Fajnie było móc poczytać książkę i zjeść ciasto na balkonie. Teraz musiałabym to chyba robić w kurtce i szaliku.
2 - Jesień na wsi cudowna. Odwiedziłam babcię, zebrałam wielką torbę jabłek w sadzie, poszłam do lasu. Aż szkoda było wracać.
3 - Komentarz zbędny. Po prostu jedno z wielu selfie :)
1 i 4 – Książki, które wypożyczyła moja mama wiedząc doskonale, że mnie zainteresują. O ile Minimalizm po polsku uznaję za świetną lekturę, z której można naprawdę sporo wyciągnąć, o tyle Paryskim szykiem jestem okropnie rozczarowana. Książki mają oczywiście zupełnie różną tematykę i omawianie ich razem nie miałoby większego sensu. Minimalizm po polsku prawdopodobnie opiszę oddzielnie. Paryski szyk to książka krytykująca opieranie się na modzie i listach magazynowych „must have’ów”, jednocześnie ustalająca wytyczne co do tego, co kobieta powinna w szafie mieć. Serio? Plus jest taki, że są obrazki. To nic, że mogłyby być lepsze, ważne że są, bo w przeciwnym razie ta książka zbyt gruba by nie była. Bo tekstu jest mało. Naprawdę mało. Podsumowując – dla kogoś, kto o tzw. „francuskim stylu” wie tyle co nic, książka może okazać się przydatna na początek. Ale ktoś, kto przeczytał chociaż jeden sensowny artkuł o tym zjawisku, raczej się rozczaruje.
2 – Przerwa na kawę w środku lekcji. No, kawa była tylko przy okazji, prawdziwym celem było opuszczenie sprawdzianu, o którym się zapomniało. Plusem jest to, że wiem już, którą restaurację w pobliżu mojej szkoły omijać. A biedna Panna Pe. zjadła najobrzydliwszą sałatkę w życiu.
3 i 5 – od października wzięłam się za gotowanie. Każdy kto mnie zna wie, że w kuchni jestem jak słoń w składzie porcelany. Samą siebie nazywam najgorszą kucharką w dziejach ludzkości, ale coś mnie wreszcie ruszyło, żeby zmienić to przekonanie. Na pierwszy ogień poszły jabłka, bo akurat miałam ich sporo. O ile ciastu ze zdjęcia piątego wiele brakowało do ideału, o tyle omlet z jabłkami wyszedł mi przepyszny! :)

LINKI
** Story of Stuff to świetny filmik pokazujący jak działa schemat produkcji i konsumpcji. Dobrze się zastanowić czy te wszystkie rzeczy, które kupujemy naprawdę są nam potrzebne. Bo wpływ na środowisko na pewno mają.
** Artique – zaglądam od czasu do czasu dla inspiracji.
** CzasKultury – dla dobrych artykułów
** Próbowałam nauczyć się położenia stanów USA przy pomocy tej stronki. Bardzo fajna, zwłaszcza, że można też uczyć się innych geograficznych smaczków. Jeśli ktoś chce np. zabłysnąć znajomością wszystkich stanów Meksyku, ta stronka będzie jak znalazł:)
** Vumag z propozycja najlepszych blogów plus size. Świetnie ogląda się zdjęcia dobrze ubranych kobiet, niezależnie od rozmiaru.
** Listverse to stronka dla miłośników przeróżnych list. Czasem trafi się coś ciekawego.
** Kosmopolitańczykowianeczka to artykuł, na który trafiłam dawno, dawno temu, a który wciąż bawi mnie do łez. „Seks rady” z Cosmopolitan oczami faceta.
**  Nie mam czasu na oglądanie vlogerów, ale Jennę Marbles swego czasu bardzo lubiłam. Tutaj jeden z moich ulubionychfilmików.
** Bardzo ładny blog Szwedki mieszkającej w Paryżu. Warto zaglądać dla ślicznych zdjęć.
** Jeśli jakimś cudem nie widzieliście – oto MC Silk
** Blog Be more with Less, czyli kolejna strona o minimalizmie, na którą zaglądam.
** Na zakończenie zdolna Magdalena Wosińska i jej galeria