Tu, gdzie czas stoi w miejscu

Mamy już prawie połowę wakacji, a ja czuję, że jeszcze nie jestem wystarczająco wypoczęta i "naładowana". Pamiętam, że w gimnazjum początek sierpnia oznaczał, że wkrótce błogi czas wakacji zacznie mnie nużyć, a moje myśli będą krążyć wokół powrotu do szkoły. W liceum wszystko się zmieniło. Teraz te dwa miesiące mogłyby się ciągnąć w nieskończoność, a i tak byłoby mi mało.
Dopiero w tym tygodniu udało mi się na dłużej wybrać do dziadków. Nie ma na świecie takiego miejsca, które kojarzyłoby mi się z dzieciństwem bardziej niż to niewielkie mieszkanie na dużym osiedlu. Nic się tam nie zmienia, wszystko jest tak samo bezpiecznie znane. Te same stare meble, sprzęty i naczynia. Pobliski sklep i jego niezastąpione ekspedientki. Podwórko, na którym spędzałam w dzieciństwie całe dnie. Tylko moje ówczesne młodsze koleżanki wyglądają jakoś doroślej. Powiemy sobie "cześć", ale na zabawę w dom albo chowanego jesteśmy już trochę za duże. Podobno.

Sporo czasu spędziłyśmy z babcią w kuchni. Uznałam, że wreszcie wypadałoby zacząć uczyć się piec czy gotować. Jak wspominałam wcześniej - jestem już przecież taka duża. Łudzę się, że pewnego dnia poczuję się w kuchni tak pewnie jak babcia. Póki co jestem tam intruzem, który psuje wszystko czego się dotknie. Ale hej, praktyka czyni mistrza. A ja nawet założyłam sobie zeszyt z przepisami, taki mam zapał, o!




Krótki wypad do Krakowa


Dzień dobry! Wczoraj pożegnałam się z Krakowem i zakończyłam krótki okres błogiego lenistwa przejawiającego się głównie w przesiadywaniu w kawiarniach i spacerowaniu po mieście. Wyjazd będę wspominać bardzo miło, choć nie udało mi się zobaczyć wielu miejsc, które chodziły mi po głowie. Nic straconego – do Krakowa na pewno jeszcze kiedyś zawitam. O tej porze roku miasto rozbrzmiewa różnymi językami ze wszystkich stron świata i to także bardzo mi się podobało. Nie wiem jak na turystów reagują miejscowi, ale mnie ich obecność tylko cieszyła. A teraz zdjęcia, enjoy!

Atlantis Hostel
Zamieszkałyśmy z Magdą w hostelu w pobliżu centrum miasta. Lokalizacja idealna, bo wszędzie miałyśmy blisko. Do tego obsługa przemiła i bardzo pomocna, pokoje zadbane i przytulne, a wspólne łazienki czyste i duże. Polecam!

Cały pokój wspólny i kuchnia były obklejone karteczkami z krótkimi notkami od gości hostelu. Urocze!
La Petite France
Mała restauracja znajdująca się na ulicy św. Tomasza to kawałek Francji w środku Krakowa. Ładny, oszczędny wystrój, ciekawe menu, możliwość zakupu francuskich produktów (przetwory, sery, wina) to tylko kilka zalet tego miejsca. A ich lemoniada i doskonały croissant podbiły moje serce. 



Frankie’s
Do tej cudownej knajpki warto wpaść na zdrową przekąskę lub nawet obiad, bo ich sałatki są naprawdę sycące (a do tego tanie). Mają tutaj przepyszne soki i smoothies w fajnych kombinacjach smakowych, a także kanapki i wspomniane wcześniej sałatki. Obsługa jest przesympatyczna, muzyka rozluźniająca, a fotele wygodne. Mój faworyt!




Moaburger
Coś dla bardzo głodnych. Ich burgery są wielkie i mega sycące. My nie dałyśmy rady zjeść całych w lokalu i trzeba je było zabrać do domu na wynos. Miejscówka popularna, więc może być problem z wolnymi miejscami, ale warto poczekać.

Castor Coffee Club
Kawiarnia na krakowskim rynku, do której dwa razy wpadłyśmy na kawę. Mają bogatą ofertę, a widok na centrum uprzyjemnia picie pysznej kawy.


B4, Bracka 4
Miejsce, w którym spędziłyśmy długie godziny. Można iść jak do klubu albo jak do kawiarni, bo B4 oferuje dużo możliwości. Na dole ogródki, na górze sala taneczna i klimatyczna, intymna przestrzeń ze stolikami. Moje ulubione miejsce to siedzisko z poduszkami na parapecie. Mogłabym tak cały dzień;) Menu też mają dość tanie – zdecydowanie warto.


Miasto
Na zakończenie kilka zdjęć pięknego miasta. Kraków – tu warto bywać:)










Przyjemność wyrzucania - mniej znaczy więcej

Nie lubię "zakupów". Rozumiane jak "shopping", czyli rajd po sklepach w galerii, po prostu mnie męczą. Podczas gdy większość moich koleżanek w utęsknieniem czeka na moment, w którym wyprzedaże zaczną bombardować ze wszystkich stron, ja nie mam najmniejszej ochoty przepychać się w tych zatłoczonych sieciówkach. Wyprzedaże są ok, czasami udaje mi się znaleźć coś fajnego za stosunkowo niską cenę, ale nie jestem łowcą promocji. Stos ubrań kupionych po taniości, wpakowany w dużą zakupową torbę odbiera tym pojedynczym elementom ten urok, umniejsza ich wartość. O wiele bardziej cieszę się z jednej interesującej rzeczy nabytej na wyprzedaży. Niższa cena w połączeniu z dobrym składem to wyprzedażowa inwestycja sezonu!
Nie lubię nieprzemyślanych zakupów. Nie rozumiem kobiet, które wybierają się na zakupy po to, by poprawić sobie humor. To tylko krótkotrwała przyjemność, a ubrania nabyte w tak impulsywny sposób będą tylko zalegać w szafie. Nadmiar rzeczy mnie przytłacza. Otwierając szafę rano denerwuję się, że jest w niej tak nieprzejrzyście, sweter wisi na koszuli, wszystko tak ściśnięte, za chwilę się wygniecie. Wydaje się, że jest tego strasznie dużo, choć tak naprawdę mam niewiele ubrań.
Mnie przyjemność sprawiają nie zakupy, lecz pozbywanie się rzeczy. Prawie zawsze odczuwam potrzebę takiego remanentu po jakimś ważnym wydarzeniu albo zmianie w moim życiu. I tak w weekend oczyściłam nie tylko swoją szafę, ale cały mój pokój. Ciężko wyrazić jak cudownie lekko się teraz czuję. Dla mnie mniej znaczy więcej, nie chomikuję rzeczy, nie lubię natrętnego zbieractwa. Kupuję ostrożnie, usuwam lekką ręką. Jeśli coś się zniszczyło, źle na mnie leży albo po prostu jest nieudanym prezentem, kombinuję jak się tego pozbyć. Nabycie umiejętności właściwej selekcji przedmiotów znacznie uprościło moje życie i nie wyobrażam sobie teraz kupienia czegoś tylko dlatego, że było tanie, albo że "przydasie".

Zaczynam powoli, stopniowo. Ograniczenie zakupów, pozbycie się zbędnych rzeczy, większa świadomość konsumencka to pierwszy krok w stronę lepszego życia. W weekend zapełniłam cały worek rzeczami, które zagracały mój pokój. Ramki na zdjęcia, figurki, rzadko używane ubrania i kosmetyki, niekompletna biżuteria, sentymentalne zapychacze, stare gazety i wiele innych. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo wpływało to na moje samopoczucie i blokowało kreatywność, zakłócało spokój. Teraz mam mało. Ale przecież mniej znaczy więcej.