Pierwszy raz boli

źródło zdjęcia: magdalenawosinska.com
To było kilka dni temu. Czułam, że jestem gotowa, miałam wreszcie wszystko co było mi niezbędne i wystarczyło zrobić ten jeden krok. Prędzej czy później musiałam się na to zdecydować, wiedziałam, że mnie to nie minie, a przecież im szybciej tym lepiej. Wujek mówił mi, żebym była ostrożna, mama proponowała, żebym wstrzymała się jeszcze chwilę, przecież nie trzeba się z niczym spieszyć, babcia z kolei ze łzami w oczach ostrzegała o niebezpieczeństwach i powiedziała, że będzie się za mnie modlić. Ale ja wiedziałam, że jestem już na tyle duża, że dam sobie radę.
W końcu za ładne oczy prawka nie dostałam.
Przekręciłam kluczyk i pojechałam odprowadzana przerażonym wzrokiem babci. Pierwszy raz sama. Samochodem.

Patrzę jak lato odchodzi

Całkiem niedawno, kiedy było jeszcze ciepło i mogłam wyjść na zewnątrz w koszulce na krótki rękaw, zatrzymałam się na chwilę w parku, żeby posiedzieć na ławce. Było to o tyle dziwne, że nigdy nie odczuwałam tak prozaicznej potrzeby, jak siedzenie w parku i gapienie się w przestrzeń. Bo przecież wszystko robi się po coś, w jakimś celu! A jaki ma cel takie zwyczajnie siedzenie w parku? Mało tego, nawet nie myślałam wtedy o milionie spraw, które czekają na mnie w domu, tylko całą sobą się temu siedzeniu oddałam. Oglądałam zieloną trawkę i drzewka, i słoneczko przebijające przez gałęzie. I nawet by mi przez myśl nie przeszło, że tydzień później po tej cudownej aurze nie będzie śladu. A chętnie znowu bym się na takie posiedzenie do parku udała, bo to całkiem przyjemne nicnierobienie było. Tak czasami trzeba, zwolnić.

W każdym razie, tamtego dnia, na tej ławce w parku, całkiem nieświadomie żegnałam lato.

Jewelry note.





Kiedyś lubowałam się w tych wszystkich koralikach, rzemykach, paseczkach, sztucznych wyrobach udających coś czymś nie są. A później, kiedy zaczęłam wprowadzać w życie zasady minimalizmu i pozbywać się niechcianych rzeczy, uświadomiłam sobie, że tak właściwie jedyną biżuterię, na jakiej mi zależy stanowi kilka srebrnych elementów. Pozbyłam się więc sztucznych świecidełek zostawiając tylko kilka sztuk, które naprawdę dobrze mi służyły.

Z tej biżuterii, którą dostałam na osiemnaste urodziny jestem w stu procentach zadowolona. Dyskretna, delikatna i prosta - taka właśnie powinna być.
1. Bransoletka od Panny Pe, która wie, że jeśli chodzi o mnie to im mniej tym lepiej.
2. Wisiorek od kuzynki. Ślicznie się mieni na szyi.
3. Kolczyki od mamy i brata. Już dawno marzyły mi się maleńkie złote kuleczki i nareszcie je mam:)
4. Pierścionek od mamy. Dostała go od swojej mamy, gdy była w moim wieku i uznała, że osiemnaste urodziny to idealny moment, żeby przekazać go dalej. A przecież zawsze chciałam mieć coś co przekazuje się z pokolenia na pokolenie:)

A Wy jaką biżuterię lubicie najbardziej?