Time for break

weheartit

Dobrze czasem posiedzieć. Poleżeć. Nic nie robić. To, że wreszcie uznałam leniuchowanie za rozsądne jest chyba jakimś małym przełomem w moim życiu. Bo ileż można jechać na jednej baterii, robiąc całą masę rzeczy w ciągu dnia i nie odpoczywać? Zamiast drzemki - kawa, zamiast relaksu - zmuszanie się do ruszenia tyłka. Chyba nie muszę wspominać jak niezdrowy jest taki tryb życia? W pewnym momencie nawet zapałki między powiekami nie pomagają. Ból głowy, zmęczenie, trudności z koncentracją, takie efekty. Robiłam przerwy, jasne, ale wygląda na to, że niewłaściwe. Aż tu nagle zaczynam zauważać zalety świadomego odpoczywania. Ciało i umysł regenerują się, a zatem mogą więcej, A ZATEM wbrew pozorom dzięki leniuchowaniu stajemy się bardziej produktywni. Przerwa oznacza dla mnie krótką drzemkę (tutaj muszę się bardzo pilnować, bo zdarza mi się zasnąć na dwie godziny zamiast 30 minut) albo chociażby zwykłe leżenie na kanapie i słuchanie muzyki. Dotarło do mnie, że spędzanie czasu przeznaczonego na przerwę przed laptopem to nie jest metoda dla mnie. Mimo że przeglądanie blogów, tumblra czy ulubionych portali brzmi bardziej jak przyjemność, to jednak przed ekranem nie odpoczywa się tak dobrze, a w efekcie po odejściu od niego jestem bardziej zmęczona niż wcześniej. Świadomy relaks z kolei pozwala naładować baterie i nabrać sił do dalszej nauki. Więc odpoczywam.

Najlepsza funkcja na facebook'u EVER.


Wszyscy na fejsie są tacy zabawni. Karniak leci za karniakiem, wszystkie brzmią podobnie nie lubię się myć albo wącham swoje stopy. I jest beka w opór, bo ktoś to potem przeczyta, hehe. Jak nie karniaki to sezonowe gry i zabawy, czyli wypij piwo na raz i nominuj 77 kolejnych osób. Kolejny ukochany typ to taki, który zaprasza cię na wszystkie możliwe wydarzenia dziejące się w jego okolicy, mimo że mieszkasz ponad 300 kilometrów dalej. Ale co tam, chętnie wybiorę się na zawody wędkarskie czy inne gówno. Jest też ten z wiecznymi pretensjami do świata, czyli publikujący statusy typu życie jest do dupy albo dlaczego to zrobiłaś. Pod spodem kilka komentarzy z hejtami. Nie zapominajmy też o laskach, które co najmniej raz w tygodniu wstawiają fotkę typu selfie w makijażu, który eufemistycznie można określić "wyrazistym", a na każdym kolejnym zdjęciu poza natężeniem dzióbka i kolorem szminki nie zmienia się chyba nic.

Ten przydługi wstęp prowadzi do właściwego tematu moich dzisiejszych rozważań, czyli a może by ich tak wszystkich grzecznie wyprosić ze swoich znajomych?. No i faktycznie, to przecież ludzie, z którymi mam mało wspólnego, których najczęściej nawet dobrze nie znam, bo widzieliśmy się ze dwa razy przy jakiejśtam okazji i których życie nie obchodzi mnie w najmniejszym stopniu. Zalewają mnie potokiem gówna w postaci spamu, a ja muszę się w tym grzebać. No ja dziękuję. Wiecie jak to jest z minimalistami, nie lubią jak jest za dużo. Ja minimalistką nie jestem (choć inspiruję się bardzo:)), ale też nie lubię nadmiaru. Toteż już dawno temu zaczęłam blokować niektórych zaśmiecających mi tablicę. Na fejsie mam już większy porządek, teraz pracuję nad realem.

O! Akurat facebook'owa tablica ukazała mi pięć zdjęć koleżanki chwalącej się nowym chłopakiem. Nawet nie są w albumie, żeby wyświetliło się raz. Pięć zdjęć wyskakujących po sobie. I te opisy. Romantyzm. Miłość. Namiętność. Przestań obserwować: Marta. Jestem taka wzruszona.

Leniwy początek weekendu.

Nie mam lepszego pomysłu na rozpoczęcie weekendu po tak ciężkim tygodniu, jak wieczór z magazynem i czekoladkami (dzięki Panno Pe!). W planach pozostaje także oglądanie filmów według sprawdzonego schematu - na piątek coś lekkiego, sobota z ambitnym kinem, a w niedzielę serial. Może kiedyś szalałabym z wyrzutów sumienia, że zamiast się uczyć, rozwijać, pisać i czytać mądre rzeczy, marnuję czas na oglądanie kolorowych zdjęć w gazetce i wlepianie wzroku w ekran. Obecnie widzę, że potrzebuję przerw, a leniuchowanie wcale nie jest złem koniecznym, tylko procesem przyjemnym i potrzebnym:) Jako że weekend zapowiada się luźniej niż zwykle, nie zamierzam się przemęczać, czego i Wam życzę.

A temat „zdrowego leniuchowania” poruszę tutaj już wkrótce, ponieważ przydało mi się ono bardziej niż można by przypuszczać.

Relaksującego weekendu życzę!