Jewelry note.





Kiedyś lubowałam się w tych wszystkich koralikach, rzemykach, paseczkach, sztucznych wyrobach udających coś czymś nie są. A później, kiedy zaczęłam wprowadzać w życie zasady minimalizmu i pozbywać się niechcianych rzeczy, uświadomiłam sobie, że tak właściwie jedyną biżuterię, na jakiej mi zależy stanowi kilka srebrnych elementów. Pozbyłam się więc sztucznych świecidełek zostawiając tylko kilka sztuk, które naprawdę dobrze mi służyły.

Z tej biżuterii, którą dostałam na osiemnaste urodziny jestem w stu procentach zadowolona. Dyskretna, delikatna i prosta - taka właśnie powinna być.
1. Bransoletka od Panny Pe, która wie, że jeśli chodzi o mnie to im mniej tym lepiej.
2. Wisiorek od kuzynki. Ślicznie się mieni na szyi.
3. Kolczyki od mamy i brata. Już dawno marzyły mi się maleńkie złote kuleczki i nareszcie je mam:)
4. Pierścionek od mamy. Dostała go od swojej mamy, gdy była w moim wieku i uznała, że osiemnaste urodziny to idealny moment, żeby przekazać go dalej. A przecież zawsze chciałam mieć coś co przekazuje się z pokolenia na pokolenie:)

A Wy jaką biżuterię lubicie najbardziej?

Pełnoletnia


Nie zmieniłam się ani odrobinę przez noc: żadnych zmarszczek, siwych włosów ani nawet dojrzalszego wyrazu twarzy. Mój świat jest taki sam jaki był wczoraj, nie poczułam najmniejszej zmiany, żadnych wstrząsów i zawirowań. Dalej nie mogę się zdecydować w co się ubrać, nie potrafię rozwiązać prostych zadań z matematyki, a perspektywa samodzielnego ugotowania obiadu przeraża mnie niepomiernie. Kiedy dorosłość zapukała do moich drzwi stwierdziłam, że nie otworzę. Od dzisiaj jestem już pełnoletnia, ale do dorosłości jeszcze daleka droga.

Szkolne dramaty

Im dalej we wrzesień, tym więcej prac domowych, a zatem więcej spisywania. Nie mam problemu z uratowaniem tyłka komuś kto zwyczajnie pracy zapomniał, ale na lenistwo i żerowanie na innych mam alergię. Bo jak traktować kogoś kto pyta na grupie klasy na facebook'u czy ktoś zrobił już (długie) zadanie i czy się podzieli? A czy samodzielne myślenie boli? To jest zwyczajny brak szacunku do pracy drugiego człowieka - ty posiedzisz dwie godzinki nad zadaniem, a ja spiszę przed lekcją. Pomoc pomocą, sama często spisuję jakieś krótkie zadanka wtedy gdy sama nie potrafię ich zrobić. Dobrze wiedzieć, że mogę liczyć na innych, sama odwdzięczam się im tym samym. Ale permanentnym nierobom spisać zwyczajnie nie dam. Ostatnio jedna dziewczyna wykazała się tak wybitnym lenistwem, że nie pozmieniała zupełnie nic w pracy, którą wzięła od koleżanki (mówiąc swoją drogą, że chce tylko "zerknąć"). Tak się składa, że obie czytały swoje zadania na lekcji...

A najbardziej wkurza mnie to, że ja poświęcam swój czas, którego wcale nie mam więcej niż inni, ślęczę nad tymi zeszytami podczas gdy mogłabym robić dziesięć ciekawszych rzeczy, a jakiś leń, który spędził cały dzień na graniu albo piciu dostaje wszystko podane na srebrnej tacy od kogoś ze słabym charakterem. I mogłabym to olać, bo przecież oceny nie są mi do niczego potrzebne, ale jakby nie patrzeć większość prac domowych jest jakimś przygotowaniem do matury. A matura to akurat ten mały teścik, na którym każdemu chyba zależy.